Witamy w gastronomii

Czterdziestogodzinny tydzień pracy polecam włożyć między bajki. Podobnie jak wolne weekendy, święta czy dni ustawowo wolne od pracy. Płatny urlop? Życie prywatne? Na pewno… nie w tej branży. Jeśli mimo wszystko nadal Twoje podniecenie jest tak duże, jak po zażyciu wiadra Braveranu, to witamy w gastronomii.

Są zawody, które dają niesłychaną frajdę, kiedy się je wykonuje. Takim zawodem jest właśnie praca w gastronomii. Dla osoby z powołaniem, której przynajmniej część dnia kręci się wokół tego co podać i w jaki sposób, jest to po prostu praca marzeń. Problem jednak pojawia się w chwili, kiedy świeżo upieczonym absolwentom szkoły gastronomicznej przyjdzie zweryfikować swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Bo przecież na praktykach zawodowych przez 6-8 godzin obierali warzywa, robili surówki albo wycierali pole bitwy po bardziej doświadczonych kolegach. Teraz muszą zapierdalać po 10, 12 albo i więcej godzin, kilka dni pod rząd. A kiedy mija szósta godzina ich pracy mówią, że nie są przyzwyczajeni do takiego tempa, i to nie jest praca dla nich.

Szanowni koledzy, szanowne koleżanki. Jeżeli liczycie na pracę po 8 godzin – to nie jest praca dla Was. Chcecie mieć czas dla kolegów, koleżanek – to nie jest praca dla Was. Liczycie na to, że codzienność w restauracji wygląda cukierkowo? To zmieńcie szkołę, albo szukajcie pracy w korpo, bo świat gastro Was wykończy.

Widziałem wielu początkujących kucharzy, którzy z uśmiechem zaczynali swój pierwszy dzień pracy w restauracji. Widziałem też wielu, którzy po kilku dniach już nawet nie starali się udawać uśmiechu a w ich oczach zarysowywały się łzy. Ja Was nie chcę straszyć. Ale praktyka zawodowa, przedmiot technologii gastronomicznej czy szkolne warsztaty możecie sobie po szkole w dupę włożyć i tam trzymać. Szkoła w żaden sposób nie przygotuje Was psychicznie do pracy w zawodzie kucharza, a tego, kogo czeka jakakolwiek przyszłość w tej branży można wyczuć już po pierwszej godzinie wspólnej pracy. Pracy, która jest stresująca i wykańczająca psychicznie i fizycznie. Pracy, która nie polega na uśmiechaniu się do siebie i przekładania korpopapierów, tylko na kilkunastogodzinnym zapierdalaniu po kuchni. A każdy Twój stres, każde jedno potknięcie rzutuje na tym, co podajesz klientowi.

‚Codzienność w restauracyjnych zakamarkach nie jest dla wszystkich. Generalnie trzeba mieć niezbyt dobrze poukładane w głowie, żeby tutaj zaistnieć. Te słowa z książki „Gastrobanda” trafnie opisują charakter ludzi nadających się do tej pracy. My gastroludzie mamy nieźle pojebane w głowach, ponieważ chcemy brnąć w to dalej. My jednak wiedzieliśmy, że nie od razu dopuszczą nas do garów, że czasami trzeba zacząć od zmywaka (i Twój tytuł technika w niczym nie pomoże) a drogę na stanowisko szefa kuchni wytrzyma tylko niezły pojeb. I śmiem twierdzić, że ta praca uczyniła z nas ludzi bardziej dokładnych i efektywniejszych niż zwykły Nowak siedzący w korpo „na helpie”.

Dlatego drogi praktykancie, absolwencie szkoły gastronomicznej, człowieku „świeży” w tej branży. Zastanów się dobrze, czy jesteś na tyle silny fizycznie i psychicznie, aby wejść w ten świat. Pomyśl nie tylko o sobie, ale o ludziach z którymi będziesz pracował. A jak już stwierdzisz, że chcesz poznać ten świat, to nie rozpierdalaj nam go. Amen!

 

Reklamy